środa, 25 marca 2015

Burgery to ostatnimi czasy bardzo popularne danie. Nic dziwnego - duża buła, mnóstwo warzyw, tajemniczy sos i to, co najlepsze, czyli ogromny kawał pysznej wołowiny. A porcją, jaką serwuje Dragon’s Cave, najadłby się nawet Smok Wawelski. Serio.






Zanim jednak powstała “grota smoka” na ulicy Meiselsa, właściciele burgerowni przeszli długą zawodową drogę.

“Przez długi czas mieszkaliśmy zagranicą, w Irlandii. Wykonywaliśmy tam chyba wszystkie możliwe zawody (śmiech). Mimo iż jest tam pięknie, to tęsknota za Polską wygrała. Tutaj jest jednak wszystko - dom, rodzina, przyjaciele… Zbieraliśmy pieniądze i bardzo chcieliśmy wrócić, ale z własnym biznesem.” - mówi Marcin, jeden z właścicieli Dragon’s Cave

Irlandia stała się również inspiracją do powstania właśnie burgerowni.

“Burgery w Irlandii są bardzo popularne. Znajdziesz je niemal na każdym rogu i, muszę przyznać, kompozycje smakowe mieli genialne. Kilka z nich <<przynieślimy>> ze sobą. Zauważyłem, że w Polsce też się robi trend na to danie, kiedy ze cztery lata temu przyjechaliśmy na chwilę do Warszawy. Od tamtej pory układał nam się w głowie plan na ten biznes… No, może troszkę się spóźniliśmy, bo konkurencja już jest spora (śmiech).”

Właśnie. Dzisiaj niemal na każdej ulicy w Krakowie znajdziemy choć jedną knajpkę serwującą burgery. Czy właściciele Dragon’s Cave nie bali się tego rynku?

“Trochę tak i trochę nie. Nawet, jeśli jest czegoś dużo na rynku, to nie zakłada się na początku, że to się nie uda. Trzeba dołożyć wszelkich starań, aby pomysł, który mimo iż jest już powielany, był jednak jedyny w swoim rodzaju, taki swój. Takimi wartościami, które stanowią o miejscu.”


 A jakie to są wartości w przypadku “groty smoka”?

“Chcemy się wybić jakością składników. Wiadomo, że tylko pyszne, świeże jedzenie przyciągnie głodnego klienta. Tworzymy kompozycje w zależności od pory roku i dostępności produktów. "Jeśli chodzi o mięso, to wykorzystujemy polską wołowinę z lokalnych ubojni , a nie importowane mięso z zagranicy. Poza tym? Sercem. Wkładamy w ten biznes całych siebie, 300 godzin w
miesiącu spędzonych w lokalu nie jest dla mnie niczym nadzwyczajnym"

Takie działania przynoszą już pierwsze korzyści. Marcin zauważył, że coraz więcej ludzi do nich przychodzi, a także zdołali “podkraść” kilku stałych klientów innym burgerowniom.

“Sami mówią nam, że wolą do nas przychodzić, bo lepiej im smakuje (śmiech). Cieszymy się z tego, gdyż sami układaliśmy te kompozycje. Pomagał nam przyjaciel, który jest zawodowym szefem kuchni. Poza tym od czasu do czasu zmieniamy to i owo, żeby się nie nudziło. Wiadomo, teraz jest troszkę gorszy okres, bo zima, ale niecierpliwie wyczekujemy wiosny. Wtedy wystawiamy ogródek i dzieje się tu trochę więcej.”

Jak to się jednak wszystko zaczęło?

“Tak jak mówiłem, inspiracja przyszła jakieś 4 lata temu, ale pełną realizację rozpoczęliśmy dopiero w zeszłym roku, a sam Dragon’s Cave powstał około pół roku temu, w czerwcu 2014 roku. Najpierw znaleźliśmy lokal, spodobał nam się, a potem już poleciało. O dziwo jeśli chodzi o kwestie urzędowe przeszło to całkiem zgrabnie i całkiem sympatyczni ludzie tam pracują. Zaczęliśmy remont i nie ukrywam, że było to dla nas wyzwanie, bo wiele rzeczy robiliśmy tu sami. "Zdarzały się różne sytuacje, typu przypadkowe przewiercenie kabli elektrycznych, na szczęście wszyscy przeżyli"(śmiech).”

Dragon’s Cave to stacjonarny punkt z burgerami. Zaciekawiło nas, dlaczego właściciele nie pokusili się na stworzenie trucka?

“Oczywiście, trucki z jedzeniem są bardzo popularne, ale naszym marzeniem było miejsce z punktem w lokalu. Mamy czynsz i nie musimy bać się o homologację ani nie musimy tankować naszej miejscówki. Ale tak całkiem poważnie to jesteśmy zadowoleni. Tak miało być.”

Domyślamy się, że nazwa miejsca miała nawiązywać do miasta Krakowa…

“Długo myśleliśmy nad nazwą, ostatecznie zainspirowaliśmy się legendą. Można powiedzieć, że <<wpadł nam smok w ręce>> (śmiech). Do tego nasz smok goni krowę, ponieważ burgery z wołowiną są lepiej strawne jak mięso z owieczek. Już raz od nich pękł, a od krówek nie (śmiech).”

Autor i zdjęcia: Anna Wróblewska
Posted by Już Otwarte On środa, marca 25, 2015 No comments

0 komentarze :

Prześlij komentarz

    Partnerzy


    Wszystkie treści materiały oraz elementy graficzne umieszczone w tym serwisie są własnością naszej firmy. Są chronione prawem autorskim, które przysługuje Już Otwarte. Materiały zawarte na niniejszej stronie mogą być wykorzystywane lub rozpowszechniane jedynie w celach informacyjnych oraz wyłącznie z notą o prawach autorskich oraz ze wskazaniem źródła informacji.

    Informujemy, że publikowane na stronach niniejszego serwisu treści mają wyłącznie charakter informacyjny i nie stanowią oferty w rozumieniu przepisów prawa cywilnego.

    W naszym serwisie umieszczone są łącza (linki) do innych serwisów internetowych. Informujemy, że nie ponosimy żadnej odpowiedzialności za treści zawarte w innych serwisach.