poniedziałek, 15 grudnia 2014

Wielu z nas w pewnym momencie marzy się podróż do Francji. Tradycja, kultura, sztuka, zabytki i przede wszystkim… kuchnia! Dla francuskich przysmaków niejeden zrobiłby wszystko! A gdyby to Francja przyszła do Krakowa? Niemożliwe? To zobaczcie!



Galettes, crepes - czyli naleśniki inaczej


Gosia jest właścicielką i pomysłodawczynią Psa Pianisty, czyli nowej bretońskiej naleśnikarni w Krakowie. Podkreślamy, bretońskiej.


“Bretońskie naleśniki różnią się nieco od tych z innych zakątków Francji. Każda prowincja ma swój nieco zmodyfikowany przepis. Przeszłam specjalne szkolenie w Bretanii, by nauczyć się jak robić prawdziwe, tradycyjne galettes i crepes.”


Galettes? Crepes? A nie wystarczy samo słowo “naleśnik”?


“Jest różnica pomiędzy tymi dwoma naleśnikami. Galettes to naleśnik z ciasta z mąki gryczanej, jest bardziej <<wytrawny>>, nadaje się do słonych dań. Jednak tutaj ja wstrzymuję się od ogromnej ilości składników w nadzieniu, zazwyczaj kończy się na około trzech.


Crepes natomiast to bardziej znane naleśniki z ciasta z mąki pszennej, najczęściej ze słodkimi składnikami. We Francji podaje się je z cukrem i cynamonem, u nas można spróbować ich np. z solonym karmelem.


Oba rodzaje to dość cienkie, chrupiące naleśniki. Galettes są przy tym bardzo sycące. Ponadto z całą pewnością mogę zapewnić, że są bezpieczne dla osób nietolerujących gluten. W naszej ofercie znajdziecie jeszcze omlety, sałatki i przepyszną kawę.


Większość produktów wykorzystywanych do tworzenia dań z naleśników są lokalnego pochodzenia. Trudno się dziwić, skoro Pies Pianista znajduje się rzut beretem od Rynku Kleparskiego, gdzie na bieżąco mogą zaopatrywać się w świeże owoce i warzywa. Ponadto mąka gryczana jest specjalnie tworzona i sprowadzana z ekologicznego młyna na Mazowszu.


Zawsze chciałam mieć coś swojego


Gosia przez pewien czas mieszkała we Francji razem ze swoim mężem. Jednak tęsknota za krajem dawała o sobie znać. W pewnym momencie postanowili, że czas wrócić z emigracji, jednak francuskie życie pozostało swoistą inspiracją do własnego biznesu.


“Od zawsze chciałam otworzyć coś małego w stylu bistro. Na pomysł naleśnikarni wpadłam nieco przypadkiem. We Francji jadłam sporo galettes i crepes w porze lunchu… Zauważyłam, że w Polsce nie znajdę takiej knajpki, by móc przypomnieć sobie ich smak.Teraz naleśniki stają się modnym trendem kulinarnym, jednak jeśli chcecie zjeść autentycznego, francuskiego naleśnika, to tylko u mnie. (śmiech)”


Tworzenie samego miejsca zajęło Gosi jednak sporo czasu. Nałożyło się na to kilka czynników.


“Na pomysł wpadłam dawno temu. Bardzo powoli marzenie przemieniało się w rzeczywistość. Pierwszym krokiem ku jego realizacji było szkolenie w Bretanii. Od tego czasu minął znów rok z okładem, w międzyczasie urodziłam drugie dziecko i przez to musiałam nieco zmodyfikować swoje plany. Nie chciałam otwierać mając malutkie dziecko, ale zainteresowałam się tematem dofinansowania z unii europejskiej.Kiedy wciągnęłam się w pisanie biznesplanów nie było już odwrotu. Powoli zaczęłam szukać miejsca na Psa Pianistę, choć przypominam, że nie chciałam otwierać tak szybko. (śmiech) Tak wyszło, że akurat niedaleko mojego domu zwolnił się lokal, dogadałam się z właścicielem i wynajęłam. Gdyby nie to, nie byłoby teraz Psa Pianisty, tylko dopiero za rok, może dwa.”


Niestety, Pies Pianista nie otrzymał dofinansowania z Unii Europejskiej. Gosia tłumaczy, że pierwszy raz składała wniosek, stąd jej niepowodzenie, aczkolwiek do otrzymania puli pieniędzy zabrakło jej zaledwie jednego punktu. Nie mogła również liczyć na pożyczkę, bo warunkiem jej otrzymania był start biznesu, a Pies Pianista wtedy już działał. Właścicielka jednak nie zraziła się początkowymi porażkami, uważa, że warto próbować startować do takich rzeczy i sama w przyszłości zamierza spróbować jeszcze raz.


Nie oszczędzaj, jeśli nie musisz


Od czasu otwarcia Gosia jest bardzo zadowolona ze swojego dzieła. Wnętrze lokalu to całkowicie jej dzieło. Inspirowany jest stylem skandynawskim, ale otwarta kuchnia to typowo francuska przestrzeń. Cały sprzęt do przygotowywania naleśników został sprowadzony z Francji i Gosia bardzo o niego dba, gdyż jest bardzo delikatny i czuły na wszelkie wstrząsy. Ponadto współpracuje z dwoma pracownikami, którzy, jak uważa, “zaczynają robić lepsze naleśniki od niej samej”. Według właścicielki właśnie to jest najważniejsze - znaleźć ludzi, z którymi będzie się dobrze pracowało.


Jeśli chodzi o inne rady dla młodych biznesmenów, Gosia mówi


“Powinniście znaleźć kogoś, kto pracuje w podobnej branży i będzie się chciał podzielić wiedzą. Popełniałam swoje błędy, ale wielu uniknęłam właśnie dzięki temu, że poradziłam się kogoś, kto się na tym zna. Ponadto dużo, dużo czytać na wybrany temat.
Na wielu rzeczach nie należy oszczędzać - wszystko na czym przyoszczędziłam się na mnie zemściło (śmiech). Uważam, że warto iść do urzędów i zapytać face to face o niektóre sprawy, bo wbrew pozorom ludzie tam pracujący są pomocni.”


Gdzie spotkać Psa?


Poza lokalem na ul. Paderewskiego, Pies Pianista bierze udział w różnorodnych targach jedzeniowych. Najedzeni Fest, Targi Rzeczy Fajnych czy Prawdziwe Produkty to jedne z tych, na których już był. Póki co Gosia, mimo kolejnych zaproszeń, chce skupić się na lokalu, także najpewniej dopiero na wiosnę wyjdzie znów z naleśnikami na targi. Jak śmieje się właścicielka, najpierw chcą być bardziej znani. Poza tym mają już ambitne plany na przyszłość, m. in. nawiązać współpracę z Instytutem Francuskim, który sam ich wybrał na swojego partnera.


Internetowo Pies Pianista jest nieco incognito. Owszem, znajdziecie fanpage na facebooku, ale skontaktować się nie jest już tak łatwo. Gosia tłumaczy, że stawia bardziej na marketing szeptany i spotkanie twarzą w twarz niż wirtualnie.


Marzenia senne w realu


Mamy Francję, mamy naleśnikarnię… Skąd jednak w tym wszystkim wzięła się nazwa Pies Pianista?


“Przyśnił mi się pies pianista jako zbitka z całego dnia. Byłam zachwycona faktem, że mózg poskładał fakty  w formie psa pianisty w gipsie pobitego w windzie. To było wiele lat temu. Wtedy śniło mi się dużo ciekawych rzeczy i ta nazwa jest wspomnieniem tamtych czasów. (śmiech)”

Pies Pianista,
ul. Paderewskiego 4, Kraków

Autor i zdjęcia: Anna Wróblewska
Posted by Już Otwarte On poniedziałek, grudnia 15, 2014 2 comments

2 komentarze :

  1. Fajnie, że są ludzie, którzy nie boją się dążyć a marzeniami :)
    Na pewno będąc w Krakowie wpadnę - tylko jedno mnie dziwi Skandynawski wystrój do kuchni francuskiej :D Nie zmienia to faktu, że na zdjęciach wygląda to przeuroczo :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Naleśniki pyszne, a wystrój... cóż, taki jak wszędzie

    OdpowiedzUsuń

    Partnerzy


    Wszystkie treści materiały oraz elementy graficzne umieszczone w tym serwisie są własnością naszej firmy. Są chronione prawem autorskim, które przysługuje Już Otwarte. Materiały zawarte na niniejszej stronie mogą być wykorzystywane lub rozpowszechniane jedynie w celach informacyjnych oraz wyłącznie z notą o prawach autorskich oraz ze wskazaniem źródła informacji.

    Informujemy, że publikowane na stronach niniejszego serwisu treści mają wyłącznie charakter informacyjny i nie stanowią oferty w rozumieniu przepisów prawa cywilnego.

    W naszym serwisie umieszczone są łącza (linki) do innych serwisów internetowych. Informujemy, że nie ponosimy żadnej odpowiedzialności za treści zawarte w innych serwisach.