poniedziałek, 17 listopada 2014

Jedzenie to nieodłączna część życia każdego z nas. Aby nie robić na co dzień tylko schabowego z kapustą często po kulinarne inspiracje sięgamy do czeluści internetu. Niektórzy jednak poza samym poszukiwaniem przepisów zostawiają coś od siebie, swoje własne potrawy i chętnie dzielą się nimi z innymi. Poznajcie Adrianę i jej bloga kulinarnego “Pora coś zjeść”.


Nie chciałam być jedną z wielu

Adriana swój blog prowadzi od ponad dwóch lat. Początkowo nie chciała wchodzić w to środowisko, ale do założenia swojego miejsca w internecie namówił ją mąż.

“Do założenia bloga przekonał mnie mąż. Znajomi bardzo często pytali mnie o różne przepisy, ponieważ zamieszczałam zdjęcia dań na swoim prywatnym profilu na facebooku i stwierdziłam, że to będzie najlepszy sposób na ich przekazanie. Zawsze lubiłam gotować. Z początku nie chciałam zakładać bloga kulinarnego, bo jest ich mnóstwo - w Polsce jest ich około 5000 i codziennie powstają nowe. Poza tym uwielbiam fotografować. Robiłam zdjęcia makro, reportaż, portrety. Teraz zajmuję się głównie kulinarną - fotografuję to, co ugotuję lub spotkam w restauracjach.”

Jednak przekazanie przepisów kulinarnych nie było jedynym powodem, dla którego właśnie Adriana założyła bloga dla miłośników kuchni.

“Gotowałam od zawsze, swoje pierwsze próby miałam w czasach podstawówki. Moja mama zbierała przepisy z różnych źródeł, najczęściej z gazet i teraz mamy taką wielką wiklinową skrzynię z przepisami. Na poważnie gotowaniem zajęłam się w czasie studiów, najpierw dla siebie, potem dla mojego chłopaka,  który obecnie jest moim mężem.  Dużo fajniej jest gotować dla kogoś. (śmiech)”

Kulinarne inspiracje

Adriana z mężem Mateuszem
I tak powstało Pora coś zjeść. W tym miejscu poza przepisami tworzonymi przez Adrianę (i próbowanych przez jej męża ;) ) możecie przeczytać relacje z różnych wydarzeń kulinarnych, a także recenzje książek czy restauracji, które odwiedziła. Skąd autorka czerpie pomysły do postów, by nie były one jednostajne i nudne?

“Jeśli chodzi o wydarzenia, to wiadomo, spisujemy wszystkie nasze spostrzeżenia odnośnie organizacji, ludzi, potraw.. Przepisy natomiast staram się sama  tworzyć. Czasami chodząc po targu kupię jakiś składnik i już myślę nad tym, co mogłoby do niego pasować. Kiedy indziej podczas oglądania telewizji czy czytania gazety natknę się na przepis i chcę go spróbować lub modyfikuję go po swojemu. ”

Póki co na bloga zagląda około 30 000 użytkowników miesięcznie, choć Adriana uważa, że to wciąż mało. Widać, że dziewczyna ma wysokie aspiracje, gdyż w ciągu całej rozmowy powtarzała, że chce udoskonalać to miejsce - tworzyć nowe przepisy, robić doskonalsze zdjęcia. Widać, że kocha to co robi i chce być w tym perfekcyjna.

Jeszcze potrzeba czasu, by coś zmieniło się w relacji bloger-firma

Adriana ma również już pierwsze współprace za sobą. Działa na różnych zasadach - może to być post sponsorowany, recenzja produktu/restauracji, stworzenie potrawy z danym składnikiem, warsztaty, konkursy... Autorka Pora coś zjeść jest otwarta na wszelkie propozycje. 

“Najczęściej to firma pisze do mnie, ja staram się nie pisać do firm. Zazwyczaj firma pyta, czy ma się na coś pomysł, a czasami sami przychodzą z pomysłem. Ustalamy terminy, wynagrodzenie, datę publikacji, sposób reklamy i działamy.”

Bardzo często już przy pierwszym kontakcie mailowym firmy robią swoiste faux pas.

“Kiedyś usłyszałam od koleżanki po fachu, że otrzymała takiego bezpośrednio skierowanego maila. Gdy zapytała, dlaczego od razu przeszli na ty, to tłumaczyli się tak: <<My myśleliśmy, że w internecie wszyscy sobie mówią na ty.>> W pierwszym mailu warto trzymać dystans, a przy dłużej korespondencji przejść na <<Ty>> jeśli obie strony wyrażą taką chęć. Raz zdarzyło mi się też dostać maila na pan (śmiech).”

Poza tym Adriana uważa, że firma czasami oczekuje zbyt wiele, sama oferując mało ze swojej strony.

“Bardzo często jest tak, że firma chce bardzo dużo za nic. Zdarzają się notorycznie takie propozycje nie tylko do mnie, ponieważ rozmawiam także z innymi blogerami kulinarnymi. Na przykład - firma chce wysłać  paczkę produktów, które w sklepie kosztować będą około 20 zł, więc dla firmy to jeszcze niższy koszt. I za tą paczkę firma chce kilka postów sponsorowanych ze zdjęciami oraz wszelkim podlinkowaniem do ich stron. Przygotowanie dania z ich produktem to nie tylko ten jeden składnik, ale to także dodatki, za które muszę zapłacić sama.  Przygotowanie dania może kosztować nawet 50 zł, a firmy tego nie rozumieją. W inny przypadku firma chce np. opublikować mój przepis na swojej stronie z podlinkowaniem do bloga jako wynagrodzenie, ale szczerze - kto zajrzy na blog, jeśli ma gotowy przepis od razu? Przez takie podejście czuję, że jeszcze przez długi czas nic się nie zmieni w relacji firma-bloger.”

Swoją pierwszą współpracę wspomina z lekkim zażenowaniem.

“Zrobiłam coś, co teraz odradzam wszystkim wkoło. Miałam właśnie za paczkę produktów, stworzyć kilka przepisów w ciągu miesiąca. Teraz wiem, że moje <<wynagrodzenie>> nie było współmierne do ilości pracy włożonej w tę współpracę. Dziś się tego wstydzę i unikam takich propozycji jak ognia.”

Adriana w swoich postach nie owija w bawełnę i mówi całą prawdę swoim czytelnikom. Nie zawsze jednak odpowiada to firmom.

“Raz się zdarzyło, że moja recenzja restauracji nie spodobała się lokalowi. Było mi trochę przykro, bo napisałam prawdę, a wpis miał być opatrzony bardzo ładnymi zdjęciami wnętrza i dań. Nie zgodzili się, bo chciałam być szczera. Pamiętam, że chodziło o to, że nie wyszła im kaczka. To trudne mięso i niewiele trzeba, żeby stało się twarde i suche. Niestety właśnie takie dostałam, a pani manager stwierdziła, że wymyśliłam to sobie i ona już nie chce recenzji. Mówi się trudno.”

Oczywiście autorka Pora coś zjeść widzi także mnóstwo plusów. Przede wszystkim jest to ogromny prestiż dla blogera, kiedy może pochwalić się współpracą z daną marką oraz duża satysfakcja jeśli przygotowane zdjęcia wezmą udział w większych projektach np. w materiałach reklamowych firmy czy książkach kulinarnych. Firma ma z tego też ogrom korzyści z czego największą z nich uważa Adriana odpowiedni target.

“Na blogach bywają ludzie szukający informacji w konkretnej tematyce. Firmy często nie zdają sobie sprawy z tego, że taka reklama na blogu kulinarnym jest bardziej wiarygodna, odpowiednio stargetowana i przede wszystkim skuteczniejsza. Prawdopodobnie za dużo mniejszy budżet firma może osiągnąć lepsze wyniki niż chcąc reklamy na znanym portalu czy w gazecie która odpowiednio sobie za to policzy. Może z czasem się to zmieni?”

O dziwo jednak społeczeństwo nie odbiera dobrze faktu, że bloger może współpracować z daną marką. Adriana tłumaczy:

“Bardzo często wśród znajomych słyszę głosy, że przecież bloga prowadzę hobbystycznie, a nie po to, żeby zarabiać na nim pieniądze. Co ciekawe bardzo często takie słowa wychodzą również z ust innych blogerów kulinarnych. Fakt, jest to moje hobby, ale jednak to miłe uczucie, gdy ktoś zapłaci ci za  to co lubisz robić. Taki gratis do twojej pasji, dzięki któremu kupisz np. nowy talerz do zdjęć.”

Miej pomysł na siebie i nie kradnij!

Widać, że Adriana ma ogromną wiedzę nie tylko z dziedziny kulinarnej, ale także z tworzenia “własnej marki” w internecie, a niewątpliwie blog taką może się stać. Zapytaliśmy więc o rady dla przyszłych blogerów, co zrobić, by móc się wybić?

“Aby przebić się z blogiem kulinarnym, trzeba robić dobre zdjęcia. Bardzo dobre zdjęcia. I nie kraść ich komuś! Blog musi być ładny i czytelny, więc lepiej zrezygnować z mocno wzorzystego tła. Przepisy muszą być własne, choć niestety prawo autorskie pod tym względem nie jest łaskawe i bardzo łatwo można komuś takie teksty podkraść, bez żadnych konsekwencji.Odnośnie współprac - są blogerzy, którzy uważają, że mając fajny pomysł na współpracę można się samemu zgłosić do agencji lub firmy, jednak ja jestem zwolennikiem stanowiska, że to firma powinna napisać pierwsza. Dobrze też od razu nie rzucać się na pierwszą lepszą propozycję, tylko poczekać na coś konkretnego. Sama na początku miałam kilka propozycji współprac, ale poczytałam opinie innych, pomyślałam i stwierdziłam, że lepiej jeszcze poczekać. I to się opłaciło, bo zaczęły pokazywać się ciekawsze propozycje. I to polecałabym innym blogerom.”

Apetyt na życie

http://magazynapetyt.pl/
Poza działalnością blogową Adriana na co dzień studiuje ochronę środowiska. Ponadto śmieje się, że “ma męża” i jest “kurą domową na pełen etat”, ale uwielbia to. 

W dodatku Adriana jest redaktor naczelną czasopisma internetowego “Małopolski Apetyt” (dostępny online na stronie www.magazynapetyt.pl), w którym to możecie znaleźć informacje o Małopolsce, lokalach, autorytetach kulinarnych, a także mnóstwo przepisów z użyciem sezonowych produktów. W tym projekcie bierze udział około 50 osób, są to blogerzy kulinarni z Małopolski, którzy w wolnej chwili i dla przyjemności piszą co nieco o tym, co ich najbardziej kręci.

Adriana po cichu marzy, że ten projekt rozwinie się na tyle, że będą mogli wydawać czasopismo w formie papierowej i w końcu “będzie można postawić go na półkę”. Póki co nie mieli współprac, ale są otwarci na wszelkie propozycje. Poza tym chce, aby blog i magazyn się rozwijał swoim tempem. Marzy, by robić jeszcze lepsze zdjęcia. I czerpać z życia garściami.

Blog - Pora coś zjeść

Artykuł: Anna Wróblewska
Zdjęcia: Pora Coś Zjeść

Posted by Już Otwarte On poniedziałek, listopada 17, 2014 No comments

0 komentarze :

Prześlij komentarz

    Partnerzy


    Wszystkie treści materiały oraz elementy graficzne umieszczone w tym serwisie są własnością naszej firmy. Są chronione prawem autorskim, które przysługuje Już Otwarte. Materiały zawarte na niniejszej stronie mogą być wykorzystywane lub rozpowszechniane jedynie w celach informacyjnych oraz wyłącznie z notą o prawach autorskich oraz ze wskazaniem źródła informacji.

    Informujemy, że publikowane na stronach niniejszego serwisu treści mają wyłącznie charakter informacyjny i nie stanowią oferty w rozumieniu przepisów prawa cywilnego.

    W naszym serwisie umieszczone są łącza (linki) do innych serwisów internetowych. Informujemy, że nie ponosimy żadnej odpowiedzialności za treści zawarte w innych serwisach.